To jest ten magiczny moment! Takie otwarcie sezonu na kurz, błoto i realizację wielkich planów. Bo przecież zanim ta łopata wejdzie w ziemię, wszystko jest tylko na papierze: jakieś rysunki, szczegółowe projekty, ale wciąż jeszcze tylko teoretyczne linie. A potem… bum! Wszystko zaczyna się na serio.
Wbicie łopaty to jak początek wyprawy w nieznane. Niby wiesz, gdzie zmierzasz, ale w głębi serca czujesz, że po drodze mogą być niespodzianki: a to kabel nie tam, gdzie trzeba, a to skała, której nikt nie przewidział, a czasem nawet najstarsze odkrycia archeologiczne, które z opóźnieniem przypominają ci, że budowanie to nie tylko przyszłość, ale i przeszłość. Ale bez tego pierwszego wbicia, cała przygoda nie ma szans się zacząć.
To takie „OK, zaczynamy” – dla budowlańców, dla inwestorów, a nawet dla samej ziemi, która od tego momentu wie, że coś wielkiego się szykuje. To jest ten pierwszy krok, od którego zaczynają się wszystkie następne: dźwigi, betoniarki, a potem – miejmy nadzieję – upragniona wiecha na szczycie.
